· Między racją a relacją

Kultura jajowania. Czy naprawdę coraz mniej nas obchodzą inni?

Brzmi logicznie, prawda? No to zobaczmy, czy rzeczywistość raczy się z nami zgodzić.

Dwie osoby spotykają się na kawę. Jedna opowiada o swoim tygodniu, problemach w pracy i szefie, który najwyraźniej postanowił sprawdzić, ile stresu można zmieścić w jednym człowieku, zanim zacznie wydawać dźwięki charakterystyczne dla czajnika. Druga słucha. Kiwa głową, utrzymuje kontakt wzrokowy, czasem nawet marszczy brwi w odpowiednich momentach. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z modelowym przykładem zainteresowania drugim człowiekiem.

Tyle że w jej głowie trwa właśnie gorączkowe przeszukiwanie archiwum własnych doświadczeń. Jest! Historia z zeszłego czwartku, kiedy jej szef zrobił coś jeszcze głupszego. Teraz wystarczy zaczekać, aż rozmówczyni weźmie głębszy oddech. „O matko, wiem, co czujesz! Bo ja ostatnio…”. I tym sposobem rozmowa, która miała być spotkaniem dwóch osób, zamienia się w sztafetę autobiograficzną. Każdy cierpliwie czeka na swoją zmianę, a pałeczkę najlepiej przejąć jeszcze przed linią przekazania.

Nazwijmy to kulturą jajowania. Nie chodzi o wielkie ego, złote ramy wokół własnego portretu ani ludzi, którzy na pierwszej randce pokazują prezentację zatytułowaną „Dlaczego warto mnie poznać”. Chodzi o znacznie subtelniejszy nawyk: sprowadzanie cudzych doświadczeń do własnego „ja”. Nawyk tak powszechny, że prawdopodobnie większość z nas zdążyła go dziś praktykować, zanim jeszcze dopiła poranną kawę.

Ale czy rzeczywiście staliśmy się społeczeństwem zapatrzonych w siebie du... egocentryków? A może z naszym nieustannym „ja” dzieje się coś znacznie ciekawszego?

Kto tu właściwie trzyma mikrofon?

Człowiek ma niezwykły talent do robienia z cudzej opowieści wstępu do własnej autobiografii. I wcale nie potrzebował do tego Instagrama. Już w 1979 roku amerykański socjolog Charles Derber opisywał zjawisko, które nazwał conversational narcissism, czyli narcyzmem konwersacyjnym. Interesowało go to, w jaki sposób ludzie zabiegają o uwagę i jak niepostrzeżenie przejmują kontrolę nad rozmową. Najwyraźniej na długo przed wynalezieniem mediów społecznościowych potrafiliśmy ustawić się w centrum świata. Tyle że publiczność była mniejsza i trzeba było jej osobiście postawić kawę.

Derber wyróżnił dwa rodzaje reakcji. Pierwszy, shift-response, przesuwa uwagę na nas samych. Ktoś mówi: „Jestem ostatnio strasznie zmęczona pracą”, a my odpowiadamy: „Daj spokój, ja to dopiero mam w pracy!”. Drugi, support-response, podtrzymuje zainteresowanie rozmówcą: „Co się dzieje? Coś konkretnego czy wszystko naraz?”. Kilka słów różnicy, a w pierwszym przypadku rozmowa właśnie zmieniła właściciela. W drugim ktoś dostał przestrzeń, żeby opowiedzieć swoją historię.

Tylko że dzielenie się własnym doświadczeniem nie musi oznaczać egoizmu. Czasem „ja też” jest próbą powiedzenia „rozumiem cię”. Własna historia może być mostem do drugiego człowieka, sposobem na okazanie bliskości i znalezienie wspólnego języka. Problem pojawia się wtedy, kiedy zamiast mostu budujemy rondo, po którym rozmowa uparcie krąży wokół nas.

A skoro już podejrzewamy samych siebie o taki proceder, wypadałoby sprawdzić, czy istnieją na to jakieś dowody.

Ja, mnie, moje. Wysoki sądzie, jestem niewinny!

Co, gdybyśmy mogli rozpoznać egocentryka, zwyczajnie licząc, ile razy mówi o sobie? Wydaje się rozsądne. Ktoś, kto bez przerwy używa słów „ja”, „mnie” i „moje”, zapewne uważa się za najważniejszą osobę w pomieszczeniu. Można by stworzyć specjalny licznik zaimków, zainstalować go na rodzinnych spotkaniach i wreszcie rozstrzygnąć, kto naprawdę psuje święta.

Niestety, rzeczywistość po raz kolejny odmówiła współpracy. W dużym badaniu z 2015 roku, którego współautorem był psycholog języka James Pennebaker, przeanalizowano wypowiedzi 4811 osób. Okazało się, że częstotliwość używania zaimków pierwszej osoby liczby pojedynczej praktycznie nie miała związku z poziomem narcyzmu. Ktoś może dużo mówić o sobie i wcale nie być narcyzem. Ktoś inny może używać niewielu takich zaimków, a i tak skutecznie podporządkować sobie całą rozmowę.

Najwyraźniej problemem nie jest samo „ja”. Znacznie bardziej interesujące wydaje się to, czy w naszej opowieści pozostaje jeszcze miejsce na kogoś innego.

Empatia spada z klifu. A potem wraca po swoje rzeczy.

Skoro nie możemy tak łatwo oskarżyć pojedynczego człowieka, może uda się postawić zarzuty całemu społeczeństwu? W końcu coraz częściej słyszymy, że ludzie stają się bardziej samolubni, młodzież interesuje się wyłącznie sobą, a kiedyś to były relacje! Pytanie tylko, czy „kiedyś” jest kategorią naukową, czy raczej miejscem, w którym nasza pamięć przechowuje wszystko, co zdążyła już odpowiednio upiększyć.

Argumentów na rzecz pogarszającej się kondycji empatii dostarczyła metaanaliza Sary Konrath i jej współpracowników z 2011 roku. Badacze przyjrzeli się wynikom blisko 14 tysięcy amerykańskich studentów, zbieranym przez trzy dekady. Zaobserwowali wyraźny spadek empatycznej troski oraz zdolności przyjmowania perspektywy drugiej osoby, szczególnie po 2000 roku. W medialnym obiegu pojawiła się informacja o spadku empatii sięgającym około 40 procent. Brzmiało to alarmująco. Wystarczyło dorzucić do tego smartfony, media społecznościowe i kilka historii o ludziach, którzy nie ustępują miejsca w autobusie, żeby otrzymać całkiem przekonujący obraz moralnej katastrofy.

Brzmi logicznie, prawda? No to zobaczmy, czy rzeczywistość raczy się z nami zgodzić.

Otóż nowsza analiza, przygotowana również przez zespół Konrath i obejmująca dane aż do 2018 roku, pokazała coś zaskakującego. Po wcześniejszych spadkach wyniki dotyczące empatycznej troski i przyjmowania perspektywy zaczęły ponownie rosnąć. Nie oznacza to, że ludzkość nagle odzyskała utraconą wrażliwość, bo badania dotyczą określonych grup, konkretnych miar empatii i pewnego wycinka historii. Ale skutecznie psują opowieść o tym, że z każdym pokoleniem stajemy się coraz bardziej bezduszni.

Może więc nie tyle tracimy empatię, ile zbyt pochopnie uznajemy, że wszyscy wokół już ją stracili? Zwłaszcza kiedy sami czujemy się niezrozumiani.

Samotność, czyli jak odstraszyć własną ekipę ratunkową

Samotność ma paskudne poczucie humoru. Najpierw mówi: „Brakuje ci ludzi”, a chwilę później dodaje: „Tylko uważaj, bo ludzie są podejrzani”. I tak człowiek wypatruje bliskości, jednocześnie doszukując się w cudzych zachowaniach oznak odrzucenia. Ktoś nie odpisał na wiadomość? Pewnie ma nas dość. Ktoś odwołał spotkanie? Najwyraźniej nie jesteśmy dla niego ważni. Nie musi mieć to wiele wspólnego z rzeczywistością, ale nasz mózg zdążył już powołać komisję śledczą, przesłuchać świadków i wydać wyrok. Wszystko, zanim podejrzany wrócił z zakupów.

Skąd ta nadgorliwość? John Cacioppo, który zajmował się badaniem samotności, wskazywał na jej ewolucyjne korzenie. Dla naszych przodków utrata więzi z grupą mogła oznaczać realne niebezpieczeństwo, więc większa czujność wobec zagrożeń społecznych miała sens. Problem w tym, że odziedziczony system alarmowy nie zawsze nadąża za zmianą okoliczności. Dawniej za krzakiem mógł czaić się drapieżnik, dziś na ekranie telefonu wisi „wyświetlono”, a nasz wewnętrzny strażnik traktuje obie sytuacje z podejrzanie podobną powagą. Najwyraźniej dział bezpieczeństwa od dawna nie otrzymywał powiadomień o potrzebnej aktualizacji.

Najbardziej przewrotne są jednak wyniki jednego z badań Cacioppo i jego współpracowników. Okazało się, że większa samotność przewidywała późniejszą silniejszą koncentrację na sobie, a silniejsza koncentracja na sobie przewidywała późniejsze poczucie samotności. Nie oznacza to, że jedno zawsze powoduje drugie, ale trudno nie zauważyć ironii. Im bardziej potrzebujemy innych ludzi, tym więcej uwagi poświęcamy własnym lękom, potrzebom i obawom przed odrzuceniem. W rezultacie coraz trudniej dostrzegać tych, za którymi tak bardzo tęsknimy.

I tu nasza elegancka teoria o egoistach zaczyna się trochę sypać. Bo może nie każdy, kto nieustannie skupia się na sobie, uważa się za pępek świata? Może czasem człowiek jest tak zajęty sprawdzaniem, czy ktokolwiek go zauważa, że zwyczajnie zapomina rozejrzeć się dookoła. Co nie zmienia faktu, że dla otoczenia bywa to równie męczące. Tylko nagle trudniej wskazać winnego i z satysfakcją zamknąć sprawę.

A jeśli wszyscy nadajemy na tej samej częstotliwości?

Jest jeszcze kwestia uwagi. Żeby rzeczywiście przyjąć cudzą perspektywę, trzeba na chwilę odłożyć własną. To wymaga wysiłku, zwłaszcza kiedy nasza głowa przypomina centrum dowodzenia niewielkiego państwa pogrążonego w permanentnym kryzysie. Praca, rachunki, obowiązki, zdrowie, wiadomości ze świata i ta jedna niezręczna sytuacja sprzed siedmiu lat, którą mózg najwyraźniej postanowił regularnie retransmitować. Wszystko nadaje jednocześnie, najlepiej na pełnym regulatorze.

Nie ma prostego dowodu na to, że właśnie nadmiar współczesnych bodźców odpowiada za nasze komunikacyjne potknięcia. Wiemy jednak, że uwaga i zasoby poznawcze nie są nieograniczone. Możliwe więc, że czasem nie tyle nie chcemy zainteresować się drugim człowiekiem, ile z trudem przebijamy się przez hałas własnych myśli. Co oczywiście nie zmienia tego, jak czuje się ktoś, kto próbuje nam opowiedzieć o swoim życiu, a w odpowiedzi otrzymuje kompletną historię naszych problemów z hydraulikiem.

Co ciekawe, badania Karen Huang i jej współpracowników pokazały, że osoby zadające więcej pytań, zwłaszcza tych nawiązujących do wypowiedzi rozmówcy, były na ogół lepiej odbierane. Ludzie doceniali oznaki zainteresowania, choć sami nie zawsze przewidywali, jak duże mogą mieć znaczenie.

Trochę przewrotne, prawda? Tyle wysiłku wkładamy w to, żeby mieć coś interesującego do powiedzenia, a czasem to właśnie nasza ciekawość drugiego człowieka okazuje się najciekawszą rzeczą, jaką wnosimy do rozmowy.

Dwa jasne fotele i niewielki stolik z dwoma kubkami oraz rośliną. Przytulne wnętrze skąpane w ciepłym świetle słonecznym.

Nie wiem, czy rzeczywiście żyjemy w epoce wyjątkowego egocentryzmu. Być może po prostu nauczyliśmy się szybciej rozpoznawać go u innych, zwłaszcza kiedy sami potrzebujemy zostać wysłuchani. Łatwo zauważyć moment, w którym ktoś przejmuje naszą opowieść. Znacznie trudniej przypomnieć sobie wszystkie sytuacje, kiedy sami zrobiliśmy dokładnie to samo, będąc przy tym święcie przekonani o własnej empatii.

Jest w tym jakiś paradoks. Wszyscy chcemy być dostrzegani, rozumiani i traktowani z uwagą. A jednocześnie tak łatwo zapominamy, że człowiek siedzący po drugiej stronie stołu przychodzi z dokładnie tym samym pragnieniem. Dwie osoby, każda z własną historią, własnym niepokojem i nadzieją, że tym razem ktoś naprawdę zainteresuje się tym, co ma do powiedzenia.

Może więc kultura jajowania nie opowiada wyłącznie o nadmiarze ego? Może równie dużo mówi o naszym głodzie uwagi, o samotności, lęku i tej dziwnej ludzkiej potrzebie potwierdzania własnego istnienia w oczach innych.

Aż chciałoby się zapytać, ile historii naszych bliskich naprawdę znamy, a ile jedynie do momentu, w którym udało nam się wtrącić własną.

Bibliografia

  1. Charles Derber (2000). The Pursuit of Attention: Power and Ego in Everyday Life. Oxford University Press. DOI: 10.1093/oso/9780195135497.001.0001. https://academic.oup.com/book/54322?searchresult=1
  2. Angela L. Carey, Melanie S. Brucks, Albrecht C. P. Küfner, Nicholas S. Holtzman, Fenne Große Deters, Mitja D. Back, M. Brent Donnellan, James W. Pennebaker, Matthias R. Mehl (2015). Narcissism and the Use of Personal Pronouns Revisited. Journal of Personality and Social Psychology, 109(3), e1-e15. DOI: 10.1037/pspp0000029. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25822035/
  3. Sara H. Konrath, Edward H. O'Brien, Courtney Hsing (2011). Changes in Dispositional Empathy in American College Students Over Time: A Meta-Analysis. Personality and Social Psychology Review, 15(2), 180–198. DOI: 10.1177/1088868310377395. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20688954/
  4. Sara Konrath, Alison Jane Martingano, Mark Davis, Fritz Breithaupt (2025). Empathy Trends in American Youth Between 1979 and 2018: An Update. Social Psychological and Personality Science, 16(3), 252-265. DOI: 10.1177/19485506231218360. https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/19485506231218360
  5. John T. Cacioppo, Hsi Yuan Chen, Stephanie Cacioppo (2017). Reciprocal Influences Between Loneliness and Self-Centeredness: A Cross-Lagged Panel Analysis in a Population-Based Sample of African American, Hispanic, and Caucasian Adults. Personality and Social Psychology Bulletin, 43(8), 1125-1135. DOI: 10.1177/0146167217705120. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/28903715/
  6. Liane Wardlow (2013). Individual Differences in Speakers' Perspective Taking: The Roles of Executive Control and Working Memory. Psychonomic Bulletin & Review, 20(4), 766-772. DOI: 10.3758/s13423-013-0396-1. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3860364/
  7. Karen Huang, Michael Yeomans, Alison Wood Brooks, Julia Minson, Francesca Gino (2017). It Doesn't Hurt to Ask: Question-Asking Increases Liking. Journal of Personality and Social Psychology, 113(3), 430-452. DOI: 10.1037/pspi0000097. https://dash.harvard.edu/entities/publication/73120379-2eb6-6bd4-e053-0100007fdf3b

← Wróć do listy artykułów